|
Zajęcia
związane z odłowem ryb

Piątego
maja 2002 roku, Ambasador Stanów Zjednoczonych
Ameryki, rezydujący na placówce w Malawi,
Roger A. Meece, odwiedził naszą firmę.
Od lewej strony: Esther, Roger A. Meece,
Scott H. DeLisi, Dyrektor Biura do Spraw
Afryki Południowej, Washington i Stuart.

Wyspa
Mbenji (właściwie nieduża grupa wysepek
40 km na północ od Kambiri Point) jest
'zamknięta' na trzy miesiące w roku,
co pozwala zapobiec nadmiernej eksploatacji
istniejącej tam fauny. W czasie 'otwarcia'
na plaży w Chikombe, 16 km od Mbenji
(widocznego na horyzoncie), odbywa się
mała, lokalna uroczystość.

Podczas
przemówień nieustannie podkreśla się
potrzebę konserwacji a także poprawnego
zachowania poławiających dla własnych
potrzeb, w pobliżu wyspy, rybaków. Omawiane
są plany na przyszłość. Temu bardzo
ważnemu wydarzeniu przewodniczy senior
lokalnych władz Msosa (na zdjęciu),
wielu innych urzędników rządowych, członkowie
parlamentu a także Stuart M. Grant i
jego najbliższy personel.
Na
wodach wokół wyspy Mbenji rybołówstwo
stanowi podstawową gałąź lokalnej gospodarki.
W dniu 'otwarcia' na plaży w Chikombe
było więc 150 łodzi rybackich, a w ciągu
kolejnych kilku tygodni setki innych
łodzi przypłynęły do brzegów Mbenji
z wyspy Likoma, której wody są ubogie
w ryby. Rybacy budują tu na każdym najmniejszym,
w miarę płaskim i osłoniętym skrawku
skalistego wybrzeża, proste chaty ze
słomy i trawy.

Ryby
suszy się wykładając je po prostu na
skałach lub umieszczając je na prostych,
drewnianych ladach. Większe i bardziej
tłuste ryby (jak np. 'Kampango')
wymagają czegoś więcej aniżeli tylko
działania słońca. Wędzi się je w kamiennych
piecach, w których pali się drewnem
przyniesionym z głębi lądu. Wszystkie
ryby są następnie transportowane na
plażę w Chikombe, skąd ciężarówki i
furgonetki zabierają je na główne rynki
rozmieszczone na obszarze całego Malawi.
Część ryb sprzedawana jest na lokalnym
targowisku w Chikombe.

Wszystkie
łodzie poddawane są corocznej inspekcji
przeprowadzanej przez Departament Transportu.
Raz do roku w celu naprawy i inspekcji
wyprowadza się z wody także łodzie napędzane
silnikami spalinowymi. Z uwagi na nieustanne
zmiany poziomu wody w jeziorze budowa
stałych urządzeń służących do wodowania
byłaby niemożliwa, łodzie wyciągane
są więc z wody przy pomocy siły mięsni
najemnych robotników.
Wszyscy
osiągalni w tym momencie do pracy mężczyźni
spieszą, aby wziąć udział w tym trudnym
zadaniu. Pod kilem umieszczone zostają
drewniane deski pozwalające na wyciągnięcie
łodzi z wody. Początkowo zadanie wydaje
się być niemożliwe do wykonania. Krok
po kroku, dzięki determinacji i pracy
wielu osób, łódź wywlekana jest coraz
dalej na brzeg.

Zdjęcie
to pokazuje wyciąganą ponownie z wody,
liczącą sobie 10 m długości łódź 'Lord
Justin' - tuż po swoim rejsie na Chiofu
(patrz strona następna), zgodnie z sierpniowym
planem napraw (2002 r.) - w której zainstalowany
został system antywibracyjny (podziękowania
dla dra George'a Tunera z Uniwersytetu
w Hull, WB), wtryskiwacz, śruby i nowy
tachometr, niezbędne dla prawidłowego
działania łodzi.

14
sierpnia był bardzo pracowitym dniem,
ale w końcu 'Lord Justin' została zwodowana,
odbyła także rejs testowy w czasie którego
sprawdzono działanie zainstalowanych
urządzeń. Wszystko pracowało jak należy
i dr Tuner oraz jego student dobili
do Chiofu, gdzie zająć się mieli odłowem
ryb. Towarzyszyli im nasi nurkowie gotowi
do asystowania w połowach i zbierania
materiału badawczego, który został ostatecznie
wysłany do Wielkiej Brytanii w sobotę
18 sierpnia 2002 roku.

W
1999 roku rozpoczęła się budowa długiego,
betonowego pomostu prowadzącego na plażę,
liczącego obecnie 130 m długości. Wycięcie
krzaków i niedużych drzew, trzcin i
innych rosnących przy brzegu roślin,
nadało zupełnie inny wygląd tej zacienionej
zatoczce. Podniesiony znacznie w 2001
roku poziom wody (ulewne deszcze), oraz
powtórzenie tej sytuacji w roku 2002
(woda jeszcze wyższa), spowodowały podniesienie
się wody ponad pomost (był on jednak
zaprojektowany z uwzględnieniem takiej
okoliczności).

Ten
wysoki poziom wody czyni przystań całkowicie
bezpieczną dla wszystkich łodzi, szczególnie
głębiej zanurzonych łodzi napędzanych
silnikami spalinowymi, a rozładunek
i załadunek ekwipunku i urządzeń staje
się łatwym zadaniem. W planach jest
także poszerzenie ostatniej części pomostu
dzięki czemu uzyskalibyśmy miejsce gdzie
wypić można byłoby popołudniową herbatę
czy kawę.

Nim
wzejdą pierwsze gwiazdy, tuż pod koniec
dnia, wielu gości lubi przejść się wzdłuż
pomostu podziwiając w czasie takiego
spaceru zachód słońca. Kiedy nadchodzi
noc i keja jaśnieć zaczyna światłem
elektrycznym wzdłuż całej swojej długości,
nadciągają setki małych rybek, które
bez trudu można obserwować w wodzie.
następna strona
>>
|